Barley Wine i RIS od Doctor Brew, czyli trudne przypadki medyczne

SONY DSC

„Doktorzy” z Doctor Brew postanowili zmierzyć się z piwną arystokracją i uwarzyli własne wersje  barley wineRIS. Jak im wyszło? Czy pacjenci przeżyli?

Moje dotychczasowe przygody z Doctorem Brew miały dość urozmaicony charakter. Bywało, że się zachwycałem (Molly IPA, Centennial IPA). Bywało, że byłem bardzo rozczarowany (błotniste Summer Ale, nijak nie wyglądające na „letnie”, Xmas Rye, w którym dominowały przyprawy i nie było czuć wiele więcej). Bywało też, że po prostu uważałem piwa za dobre. Bardzo się ucieszyłem, gdy zobaczyłem, że „doktorzy” wzięli się za ciężką artylerię w postaci barley wineRIS, byłem więc bardzo ciekaw, jak wypadną te piwa.

Pierwszym zaskoczeniem była pojemność – dotychczas DB lał piwa w butelki półlitrowe, a tu mamy 0,33 l. Jest to jednak zrozumiałe – tak mocne piwa mają spore koszty produkcji i w wersji półlitrowej byłyby po prostu za drogie. Poza tym tak ekstraktywne style wolę jednak w mniejszej objętości.

Drugim – data przydatności do spożycia, zaledwie do 3 kwietnia br. To dziwne, bo przecież obydwa style teoretycznie są wymarzone do leżakowania, termin nie mógł być jednak dłuższy, bo przepisy na to nie pozwalają w przypadku piw niepasteryzowanych. I tu nasuwa się oczywiste pytanie: po cholerę było tego nie pasteryzować? Niezrozumiałe i niemądre posunięcie.

A teraz już konkrety.

SONY DSC

Doctor Brew, Barley Wine

Uwielbiam ten styl. „Piwa jęczmienne” są szalenie treściwe, gęste, aksamitne, często solidnie karmelowe, ze sporą ilością nut owocowych. W wersji amerykańskiej są równie słodowe, choć mniej karmelowe i z większym akcentem położonym na goryczkę. Jak to wyszło „doktorom”?

Opakowanie: Klasyczne wzornictwo browaru, czyli minimalizm, za nazwę piwa robi nazwa stylu. Z tyłu metryczka, z której dowiadujemy się, że że Barley Wine ma aż 24° ekstraktu i 10,5% alkoholu.Wiemy, że browar sypnął aż czterema odmianami chmielu (amerykańskimi, a więc to zaoceaniczna odmiana stylu, czego zresztą można było się spodziewać), osiągając goryczkę 80 IBU. Może to się wydawać potężną wartością, ale pamiętajmy, że przy tak wysokim ekstrakcie goryczka wydaje się mniejsza. Mamy też tradycyjną doktorową grafomanię, choć wyjątkowo nie atakującą alternatywną interpunkcją. 🙂

SONY DSC

Kolor: Bursztynowy. Wolę ciemniejsze barley wines, ale w ramach stylu się mieści.

Piana: Średnio wysoka, szybko opada do obwódki, niewiele osadza się na ściankach.

Zapach: Z szyjki butelki czuć głównie cytrusy, trochę nut żywicznych. Ze szkła czuć bardzo dużo cytrusów, sporo nut żywicznych, bardzo wyraźny alkohol. Karmelu brak, słodowość słabiutka.

Smak: Wyraźna słodycz, marna słodowość, brak treściwości, bardzo wyraźny alkohol, nieprzesadna (relatywnie) goryczka, dużo smakowych nut chmielowych. Wysycenie niskie, dzięki temu piwo jest aksamitne.

Podsumowanie: To bardzo dobre piwo. A konkretnie bardzo dobre Imperial AIPA. Natomiast na pewno nie jest to barley wine, nawet w wydaniu amerykańskim, bo słodowości i treściwości tu jak na lekarstwo (nomen omen…).

SONY DSC

Doctor Brew, RIS

Kolejny piwny arystokrata. Russian Imperial Stout, styl-ikona, mający licznych wielbicieli, owiany wieloma tajemnicami i mitami (o których więcej pisałem tutaj). W skrócie, powinniśmy dostać piwo bogate, złożone, z solidną słodowością, estrami, nutami palonymi, a czasami kawowymi i czekoladowymi, aksamitne. Czy „doktorom” wyszło lepiej niż barley wine?

Opakowanie: I znów klasyczne wzornictwo browaru, czyli minimalizm, za nazwę piwa robi nazwa stylu. Z tyłu tradycyjnie metryczka, która mówi nam, że RIS również ma 24° ekstraktu i 10,5% alkoholu.Tu też użyto czterech odmian chmielu (wśród amerykańców zaplątała się australijska Galaxy) i goryczka również osiągnęła 80 IBU. Grafomania jest tu okrutniejsza. Mamy niebanalne użycie inwersji („zmysłów głębia”), mamy zaskakującą metaforę („nagi aromat”), mamy akcenty militarystyczne („kapsel – zbroja”). Brr, aż dreszcz mnie przeszedł…

SONY DSC

Kolor: Smoła. Czego więcej chcieć?

Piana: Beżowa, dość gęsta, ładnie oblepia ścianki.

Zapach: Z szyjki butelki czuć paloność, chmielowe nuty żywiczne, trochę czekolady. Ze szkła – nuty tostowe, lekką paloność, nuty żywiczne, trochę chmielowych cytrusów, lekką nutę orzechową. Nie ma słodowości, nie ma estrów, nie ma głębi i potęgi.

Smak: Lekka paloność, bardzo wyraźny alkohol, nieprzesadna goryczka, nuty żywiczne i cytrusowe z chmielu. I tyle. Nie ma głębi, nie ma słodowości, nie ma czekolady, nie ma treściwości. Te nieliczne nuty smakowe, które są, szybko uciekają z podniebienia. Smak z pewnością nie jest bogaty, o przepełnieniu zmysłów głębią już nie wspominając… Wysycenie trochę za wysokie.

Podsumowanie: To również dobre piwo. I również nie jest tym, co sugeruje etykieta, ponieważ to nie RIS, a Imperial Cascadian Dark Ale.

 

Diagnoza

„Doktorzy” popełnili mnóstwo błędów wynikających moim zdaniem z braku doświadczenia i z braku piwnego obycia. Owszem, potrafią robić dobre piwa, ale najlepiej wychodzą im rozmaite APAAIPA, czyli piwa, w których zasyp i ogólnie element słodowy mają znacznie mniejsze znaczenie niż odpowiednie nachmielenie. Chmielić z pewnością potrafią, robią to sprawnie i pomysłowo. Dobrze łączą odmiany chmielu, uzyskując ciekawe, orzeźwiające kompozycje.

Na takim podejściu można działać ze świetnymi efektami, gorzej jednak, jeśli ktoś bierze się za bardziej wymagające style, w których chmielenie nie ukryje niedopracowanego zasypu. A w obu piwach zasyp jest mocno niedopracowany, wskutek czego dostajemy piwa nieciekawe, niedorobione, pozbawione słodowości i treściwości, wodniste. Porządne jest tylko nachmielenie, z powodu którego kompletnie nie przystają do deklarowanych stylów. Skąd ten brak treści? W pewnym stopniu wynika to z zastosowania ekstraktu słodowego, jednak ten zabieg w pełni rozumiem – nie sądzę, by aparatura w Browarze Bartek pozwalała uzyskać ekstrakt 24° w wyniku samego zacierania. Odpowiednie doświadczenie pozwoliłoby jednak tak sformułować receptury, by wyszły piwa lepsze, treściwsze, bardziej przystające do wyznaczników stylu. „Doktorzy” porwali się jednak z motyką na słońce i mocno się poparzyli.

 

Doktorzy!

Słuchajcie, trzymajcie się APAAIPA, bo to wam wychodzi dobrze. Molly IPA jest doskonała, Centennial IPA też (tak, wiem, że z wypuszczonych jednocześnie single hopów więcej osób preferuje Mosaic IPA, mnie jednak zachwycił w waszym wykonaniu właśnie Centennial, choć to chmiel teoretycznie mniej ciekawy). Idźcie w tym kierunku. Kombinujcie z chmielami, kombinujcie z „ajpowymi” hybrydami, ale nie porywajcie się na skomplikowane style, bo na to jeszcze za wcześnie. Popełniliście błąd lekarski i pacjenci niestety wylądowali w paskudnym stanie, ale jeśli ograniczycie się do lżejszych przypadków, będziecie mogli skutecznie leczyć. 🙂

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *