Piwna lekcja stylu, czyli marcowe wspomnienie wielobarwnej jesieni

Piwna lekcja stylu 6mSzósta już odsłona „edukacyjnego” cyklu koncernów piwowarskich, w której marketingowcy chcą nas nauczyć czegoś nowego o piwie marcowym. Będą bzdury?

Ten odcinek cyklu poświęcony jest piwu marcowemu. Nazwa tego stylu teoretycznie jest znana, ale warto wyjaśnić pewne kwestie na temat tego dość mocnego, ciemnozłotego piwa dolnej fermentacji, które nie dla wszystkich są oczywiste.

Przede wszystkim marcowe, wbrew nazwie, nie jest (a przynajmniej nie powinno być) sprzedawane w marcu. Nazwa oznacza tylko, że piwa w tym stylu warzono w marcu, po czym leżakowały przez całe lato i były serwowane jesienią.

Najbardziej znaną odmianą marcowego jest Oktoberfestbier, czyli piwo produkowane przez monachijskie browary na słynny Oktoberfest.

Jak u nas wygląda z produkcją marcowego? Na pewno ma je w swojej kolekcji Grupa Żywiec. Jest też produkowane przez niektóre browary restauracyjne (przede wszystkim sieć Bierhalle), a także przez browary Kormoran, Fortuna, Ciechan i parę innych. Sporo mocnych lagerów z innych browarów też spełnia kryteria marcowego, nawet jeśli formalnie nimi nie są (choćby Żubr Ciemnozłoty z Kompanii Piwowarskiej).

Czego zatem chcą nas nauczyć o tym stylu piwne koncerny?

Piwna lekcja stylu 6

  • Marcowe to piwo „Dostępne sezonowo, warzone wczesną wiosną, leżakuje do września, by od zimy, na większą część roku, pozostać miłym wspomnieniem wielobarwnej jesieni. Pite podczas słynnego Oktober fest„. Trochę tu grafomańskiej literatury, ale generalnie się zgadza. Marketingowcy mogliby jednak sprawdzić pisownię słowa Oktoberfest – piszemy je łącznie.
  • Smak „pełny, słodowy, przełamany chmielową goryczką i nutą karmelu„. Pełny i słodowy jak najbardziej. Goryczka powinna być natomiast niewielka, na pewno nie „przełamująca”. Karmel dopuszczalny tylko w niewielkiej ilości.
  • Kolor „bursztynowy, miedziany, ciemnozłoty„. Zgadza się.
  • Piana „trwała i wysoka, jasna„. Tu również.
  • Serwuj „zimne – od 6 do 8°C„. Też może być. Marcowe jest piwem o bogatszym smaku niż zwykły jasny lager i trochę wyższa temperatura pozwala mu lepiej rozwinąć bukiet oraz smak.
  • Lubi szkło „ciężkie, mocne, najlepiej kufle o grubych ściankach„. Tradycyjnym szkłem oktoberfestowym jest maas, czyli ciężki, gruby litrowy kufel, a wiec też się zgadza.
  • Pasuje do „wołowiny, wieprzowiny, mięs wędzonych, serów o zdecydowanym smaku„. Nie mam nic do zarzucenia. 🙂
  • Okazje: „monachijski Oktober fest, tradycyjne imprezy w większym gronie – imieniny, urodziny, wesela„. Oktoberfest (znowu błędnie napisany rozłącznie) jak najbardziej. Reszta to raczej swobodna twórczość marketingowców, choć marcowe pasuje do rozmaitych biesiad.
  • Możesz łączyć z: „muzyką tradycyjną i ludową, dobrym reportażem i literaturą ppodróżniczą„. Pierwszy punkt znowu kojarzy się z Oktoberfestem, reszta to raczej swobodna twórczość.

I tym razem całkiem sporo się zgadzało, mogę więc w podsumowaniu pomarudzić trochę mniej niż zazwyczaj.

Myślę, że sam pomysł z edukowaniem w ten sposób  jest niezły. Gorzej natomiast z wykonaniem. W tej „lekcji stylu” wciąż jest trochę radosnej twórczości, ale jest też znacznie więcej sensu niż w poprzednich odcinkach, zwłaszcza w dziale poświęconym łączeniu z potrawami (w którym z początku panowała raczej pomysłowość marketingowców). Nie było też ewidentnych kwiatków językowych. Wciąż za idiotyczny błąd uważam to, że „artykuł” nie został uzupełniony o przykładowe marki, bo aż się o to prosi.  I jeszcze uwaga techniczna, choć nie wiem, na ile odnosząca się do wydania papierowego tygodnika, bo ja robiłem zrzut ekranu z wersji cyfrowej. Otóż kiepskim pomysłem jest użycie białego tekstu na beżowym tle. Zlewa się za bardzo. Wyszło zatem średnio, ale z chęcią przyjrzę się kolejnym „piwnym lekcjom stylu”.

Szósty odcinek serii pod względem wykonania i jakości okazuje się najlepszy z dotychczasowych. Miłe zaskoczenie.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

2 thoughts on “Piwna lekcja stylu, czyli marcowe wspomnienie wielobarwnej jesieni

  1. Chyba nie wiesz do końca jak działa tworzenie takich poradników, albo pewnie się domyślasz, ale o tym nie wspomniałeś.

    Przychodzi jakaś siksa na staż do szklanego wieżowca i dostaje zadanie, za które być może dostanie stanowisko „junior brand managera” – ma napisać, zdobyć, materiał na nową stronę internetową, albo przygotować książęczkę o piwie. Oczywiście laseczka kompletnie nie wie kto zajmuje się piwnym bloggingiem w Polsce, ba, laseczka nawet nie wie jakie browary należą do firmy, w której pracuje. Ona pewnie nawet uważa, że piwo powstaje z żółci. Pozostaje jej więc pójście do biblioteki, gdzie ambitnie spędza 5 dni i 5 nocy nad ostatnimi polskimi pozycjami o piwie sprzed 15 lat. Jeszcze gdzieś przeczyta warzenie przez z z kropką, jeszcze gdzieś przeczyta, że jeden hektolitr to 1000 litrów. No i potem wychodzą takie kwiatki, chociaż za jej plecami firma operuje budżetem 100 milionów złotych na reklamę, ża cały polski piwny blogging mógłby się zes*ać…

    A cieżki dzień w bibliotece kończy się piwerkiem ze sprajtem:)

    • Ależ wiem, bardzo dobrze opisujesz ten mechanizm. 🙂

      Ja jednak nie opisuję procesu prowadzącego do powstania tekstu, a gotowy tekst. W końcu coś, co idzie do ogólnopolskiego tygodnika opinii, powinno przejść przez kogoś wyżej postawionego w dziale marketingu vel promocji i taki ktoś powinien posiadać odpowiednią piwna wiedzę by wyłapać kwiatki. Może zresztą i w przypadku tego cyklu wyłapał, tyle że nie od pierwszego odcinka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *