Piwna lekcja stylu, czyli zanieczyszczony Anglik znad Bałtyku

To już piąta część „edukacyjnego” cyklu koncernów piwowarskich zamieszczanego w „Newsweeku”, tym razem poświęcona porterowi. Jaki to porter? Bałtycki? A może angielski? Dowiemy się, czy nie?

Porter to, jak sądzę, bardzo rozpoznawalny styl, nawet wśród osób, które nie piją innych piw niż tylko standardowe jasne lagery. Mamy w Polsce całkiem sporo porterów, jednak przede wszystkim w naszej rodzimej wersji, czyli porterów bałtyckich – niemal czarnych, mocnych, bardzo ekstraktywnych i treściwych piw dolnej fermentacji. Ma je w ofercie wiele tzw. browarów „regionalnych”, zdarzają się u niektórych rzemieślników, są też obecne w portfolio koncernów (Grupa Żywiec ma swój Żywiec Porter (tak naprawdę produkowany w Cieszynie), Carlsberg Polska ma Okocim Porter, i tylko Kompania Piwowarska najpierw haniebnie zamordowała swoje wspaniałe portery (Tyski i Dojlidy), teraz zaś nie potrafi dojrzeć do tego, by któryś z nich wskrzesić).

Nie można jednak zapominać, że istnieją też górnofermentacyjne portery angielskie, w pewnym sensie przodkowie bałtyckich, choć zdecydowanie od nich słabsze. Przekonajmy się, o których piszą koncerny w kolejnym artykule sponsorowanym.

Piwna lekcja stylu 5

  • Otóż porter jest „Mocny i zdecydowany, lecz nie agresywny – raczej angielski dżentelmen. Choć trochę ciemny typ„.Marketingowy bełkot, z którego tak naprawdę nic nie wynika. „Mocny” sugeruje porter  bałtycki, lecz „angielski dżentelmen” i „trochę ciemny” odnoszą się raczej do porteru angielskiego.
  • Smak jest „delikatny, słabo nagazowany, z nutami palonymi, orzechowymi, czekoladowymi, czasem pobrzmiewa owocami„. Żaden z tych dwóch porterów nie ma delikatnego smaku, a już na pewno nie bałtycki. Angielski może być słabo nagazowany. Nuty palone są raczej domeną stoutów, blisko spokrewnionych z porterami angielskimi. Nuty orzechowe, czekoladowe i owocowe można znaleźć w obu przypadkach. Czyli wciąż nic nie wiemy, a opis wygląda na kompilację z porteru angielskiego i porteru bałtyckiego, uzupełnioną o stereotyp, że jeśli piwo jest ciemne, to pewnie palone.
  • Kolor „brązowy, po prostu„. Nie „niemal czarny”, nie „ciemnobrązowy”, czyli jednak mówimy o porterze angielskim. Potwierdza to zresztą zamieszczone zdjęcie, choć wciąż nie wiem, czy nie zostało pomylone z koźlakiem.
  • Piana „umiarkowana, jakby lekko zanieczyszczona – kremowa, żółtobiała, żółtobrązowa„. Zdecydowany wizerunkowy fail, bo lekko zanieczyszczone to mogą być majtki przy problemach z hydrauliką. I w końcu jaka ma być ta piana? Kremowa, żółtobiała i żółtobrązowa to trzy odrębne kolory!
  • Serwuj „chłodny – od 8 do 12°C  (wyjmij z lodówki do godziny przed podaniem)Jeśli butelkę z porterem wyjmie się z lodówki na godzinę przed podaniem, zawartość raczej będzie bliższa 12 niż 8 stopniom. Dziwi też, że sugerowana temperatura podawania jest niższa niż w przypadku opisywanych tydzień temu koźlaków, bo porter bałtycki wymaga wyższej. Angielski może być podawany w sugerowanej.
  • Lubi szkło „typu kielich, w którym ładnie prezentuje swoją barwę, albo pękaty kufelek„. Mało które piwo pasuje tak naprawdę do kufla, choć dzięki stereotypowi właśnie z takim naczyniem zwykle się kojarzy. Kielich już bardziej, tzw. „snifter” też może być – to wszystko do porteru  bałtyckiego. Portery angielskie tradycyjnie serwowane są w naczyniach typu „pint glass”, np. „nonic„.
  • Pasuje do „wędzonych mięs, mięsnych potrawek na ostro, dojrzewających serów, winogron, gruszek, gorzkiej czekolady„. Nawet niewiele bzdur, bo poza winogronami większość pasuje. Należy jednak pamiętać, że portery bałtyckie, jako ekstraktywniejsze, będą pasować do bardziej wyrazistych dań niż portery angielskie.
  • Okazje: „spokojny zimowy wieczór, Boże Narodzenie, relaks po dniu spędzonym na stoku„. Do pierwszych dwóch okazji porter bałtycki, do trzeciej – raczej angielski, bo zmęczoną osobę porter bałtycki mógłby ściąć z nóg. 🙂 Całość to jednak raczej fantazja marketingowców.
  • Możesz łączyć z: „dobrym jazzem w wersji improwizowanej lub smooth, kinem artystycznym„. Znowu fantazja, bo to kwestia osobistych upodobań.

Cieszę się, ze standardowe podsumowanie znowu się nie sprawdzi i muszę ję lekko zmodyfikować.

Myślę, że sam pomysł z edukowaniem w ten sposób  jest niezły. Gorzej natomiast z wykonaniem. W tej „lekcji stylu” wciąż jest sporo radosnej twórczości, ale jest też znacznie więcej sensu niż w poprzednich odcinkach, nawet w dziale poświęconym łączeniu z potrawami. Wciąż za idiotyczny błąd uważam to, że „artykuł” nie został uzupełniony o przykładowe marki, bo aż się o to prosi. Największy problem tego odcinka polega na tym, ze nie wiadomo, o jaki porter tak naprawdę chodzi: bałtycki czy angielski.  Część tekstu sugeruje jedno, część drugie rozwiązanie. Koncernowi marketingowcy mogliby się zdecydować, zwłaszcza że żaden z koncernów nie ma w ofercie porteru angielskiego! Możliwym niechlujstwem jest możliwa zamiana zdjęcia z koźlakiem. I jeszcze uwaga techniczna, choć nie wiem, na ile odnosząca się do wydania papierowego tygodnika, bo ja robiłem zrzut ekranu z wersji cyfrowej. Otóż kiepskim pomysłem jest użycie białego tekstu na beżowym tle. Zlewa się za bardzo. Wyszło zatem średnio, ale z chęcią przyjrzę się kolejnym „piwnym lekcjom stylu”.

Piąty odcinek serii wykonaniem i jakością trochę przewyższa wcześniejsze. Być może kolejne mnie jeszcze zaskoczą na plus?.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *