Piwna lekcja stylu, czyli przydymione i zadumane pszeniczne

Czas na trzecią „Piwną lekcję stylu” według koncernów piwowarskich. Tym razem zaszczytu opisania dostąpiła duma Niemiec, piwo pszeniczne w typie bawarskim – weizen vel weissbier. Co ciekawego powiedzą nam o nim koncerny?

Niemieckie piwa pszeniczne od paru już lat są całkiem nieźle znane w Polsce. Mamy sporo importowanych, w tym ikonicznego Paulanera. Mamy sporo weizenów rodzimej produkcji – to w zasadzie punkt obowiązkowy oferty niemal każdego browaru restauracyjnego, któremu nie chce się urozmaicić asortymentu. Ba, nawet nasze koncerny mają swoje weissbiery – Grupa Żywiec ma biedronkowe Leżajsk Pszeniczne i importowanego Paulanera, Carlsberg Polska ma Okocim Pszeniczne, a Kompania Piwowarska – Książęce Pszeniczne (choć mocno oszukane, bo to piwo dolnej fermentacji).

Do dzieła zatem, może dowiemy się czegoś nowego:

Piwna lekcja stylu 3

  • Na początku mamy standardową porcję swobodnej twórczości literackiej. Dowiadujemy się, że piwo pszeniczne jest „znane piwowarom od kilku tysięcy lat. Lekko mętne, przydymione – jakby wręcz zadumane nad istotą piwnej doskonałości”. Pszenica jest jednym z pierwszych uprawianych zbóż, więc pierwsze piwa pszeniczne istotnie powstały kilka tysięcy lat temu, jednak weizen jako styl powstał dopiero w średniowiecznych Niemczech. Autorom „lekcji” z pewnością zaś chodzi właśnie o weissbiery, bo pasuje do tego reszta tekstu, nie zaś o sumeryjskie pszeniczne prapiwa, mamy więc sporą nadinterpretację. Wspomniane przydymienie odnosi się zapewne do braku klarowności, ale niepotrzebnie kojarzy się z piwami wędzonymi. Nad „zadumaniem nad istotą piwnej doskonałości” litościwie spuszczę zasłonę milczenia.
  • Smak jest „stonowany, z subtelnym aromatem drożdżowym i lekkimi nutami bananów, goździków, cytrusów”. Może być stonowany, zwłaszcza w weizenach koncernowych, a może i być bardzo silny, ale tego koncernowy marketing raczej nie wie.  Banany i goździki jak najbardziej, ale raczej nie lekkie. Za to cytrusy powinni być co najwyżej lekkie.
  • Kolor jest podobno „jasny, od słomkowego po żółtawy”. Ktoś nie odrobił lekcji. Słomkowe są piwa pszeniczne w typie belgijskim, tzw. witbiery. Niemieckie weizeny są raczej ciemniejsze i mogą sięgać aż do całkiem solidnego pomarańczu, oczywiście zamglonego (oczywiście w wersji jasnej, ale koncernowym marketingowcom mogło się nie śnić o ciemnych weizenach, które mogą być ciemnobrązowe). Nieliczne weissbiery są klarowne.
  • Piana ma być „wyraźna, efektowna, w postaci śnieżnej czapki na szczycie szklanki”. Może być, choć określenie „wyraźna” średnio pasuje do piany. Wysoka, trwała, solidna – to bardziej.
  • Piwo pszeniczne podobno ma być serwowane „zimne – od 4 do 7°C (wyjmij z lodówki kwadrans przed podaniem)”. Wow, mamy progres! Koncerny nie karzą już podawać tego stylu w wersji lodowatej! 🙂 Rozszerzyłbym ten przedział do 10°C, ale już nie jest źle.
  • Weizen podobno lubi szkło „rozszerzane ku górze, a na końcu lekko zwężone”. Tak, to dobry opis weizenowej szklanki. Szkoda, że na dołączonym zdjęciu umieszczono inne szkło. 🙂 Prawidłowe wygląda tak.
  • Pasuje podobno do „ryb wszelakich, owoców morza, wieprzowiny, drobiu, wędzonych serów, sałatek, świeżych owoców”. Trochę inwencji własnej działu marketingu, ale sporo się nawet zgadza. Ryby i owoce morza z pewnością, sałatki też, owoce i drób ujdą. Wieprzowina jak najbardziej, w końcu Bawarczycy tradycyjnie zapijają weizenami kiełbasę i golonkę. Zdecydowanie wykluczyłbym jednak wędzone sery, bo ich silny smak oraz aromat przytłumi nuty weizenowe.
  • Okazje: „chwile wyciszenia po długim dniu, randka z dobrą kolacją”. Ja wolałbym iść na randką z sympatyczną panią niż z dobrą kolacją, ale jak kto woli. 😉 Okazje kompletnie wydumane, bowiem jak przy wcześniejszych stylach i tu wszystko zależy od osobistych preferencji.
  • Można łączyć z: „muzyką instrumentalną, kinem obyczajowym”. Kategorie kompletnie wyssane z palca, jak poprzednio.

Wygląda na to, że już standardowo będę wklejał to samo podsumowanie, bo pasuje jak ulał…

Myślę, że sam pomysł z edukowaniem w ten sposób  jest niezły. Gorzej natomiast z wykonaniem. Do „lekcji stylu” wkradło się zbyt dużo radosnej twórczości, zwłaszcza w dziale poświęconym łączeniu z potrawami. Dziwne to, bo temat jest obszernie opisany i wystarczyło pogrzebać w sieci. Za idiotyczny błąd uważam to, że „artykuł” nie został uzupełniony o przykładowe marki, bo aż się o to prosi. I jeszcze uwaga techniczna, choć nie wiem, na ile odnosząca się do wydania papierowego tygodnika, bo ja robiłem zrzut ekranu z wersji cyfrowej. Otóż kiepskim pomysłem jest użycie białego tekstu na beżowym tle. Zlewa się za bardzo. Wyszło zatem średnio, ale z chęcią przyjrzę się kolejnym „piwnym lekcjom stylu”.

Trzeci odcinek serii wykonaniem i jakością nie odbiega od wcześniejszych. Nie spodziewam się wiele po kolejnych, ale i tak będę je śledził.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *