Browar kontraktowy Olimp, czyli Toruń piwowarstwem stoi

Browar kontraktowy Olimp

Jeszcze niedawno nie spodziewałbym się, że Toruń stanie się tak ciekawym miejscem na piwnej mapie Polski. Owszem, był browar restauracyjny Jan Olbracht, warzący niezłe piwa, był też dobry lokal Krajina Piva, ale zdziwiłem się, gdy ten pierwszy nawiązał arcyciekawą współpracę z piwowarami domowymi, a ten drugi drugi rozwinął się o hurtownię, sklep i teraz nową inicjatywę kontraktową Browar Olimp. Paru informacji na jego temat udzielił mi jeden z twórców nowego browaru kontraktowego, Marcin Ostajewski.

Marcina poznałem przy okazji wizyt w Janie Olbrachcie. Jest piwowarem domowym od półtora roku, prowadzi portal Memowisko. W Olbrachcie według jego receptury powstał najpierw wędzony koźlak „Dymy Olbrachta”, później zaś „Karawana z Bombaju” – solidnie doprawione imbirem piwo inspirowane belgijskimi specialty ale. To koniec jego piw w Olbrachcie, bo przechodzi na większą skalę w Olimpie, ale dotychczasowy profesjonalny epizod warzelniczy jest dla niego bardzo ważny. Przyznaje, że choć „warzenie w browarze restauracyjnym nieco różni się od pracy w Krajanie, przygoda w Olbrachcie pomogła dostrzec sporo niuansów tworzenia piwa poza domowymi (z perspektywy czasu) zabawkami. Warzenia w domu na pewno nie zaprzestanę, nie chodzi tu jednak tylko o próbne warki kolejnych pomysłów z Olimpu, ale przede wszystkim o konieczność pilnowania każdego kawałka procesu i frajdę wynikającą z własnoręcznego rozlewu czy kontroli temperatury zacierania„.

Oprócz Marcina w Olimpie jest też Michał Olszewski, który rozpoczął piwne zmiany w Toruniu, zakładając Krajinę Piva – lokal z niespotykanym wcześniej w tym mieście wyborem ciekawych piw. Następnie rozwinął działalność i hurtownię piw i napojów, sklep Piwex i „córkę” pubu na terenie miasteczka akademickiego, nazwaną Instytutem Piwa.  Skład dopełnia Adam Szary, odpowiedzialny za graficzną stronę projektu.

Jak powstał browar kontraktowy? Jak mówi Marcin, „pomysł urodził się w naszych głowach ponad rok temu, kiedy zaczęliśmy poważnie myśleć nad przekuciem naszego zainteresowania dobrym piwem i mojego warzenia na coś większego. Ponieważ Michał miał już kontakt z Browarem Krajan (dzięki produkcji Toruńskiego Piernikowego oraz Toruńskiego z miodem) [dla Krajiny Piva], zdecydowaliśmy się w ramach tego większego projektu także związać z nimi. Krajan dysponuje całkiem niezłym zapleczem technicznym, mamy też bardzo dobre relacje z pracującymi tam piwowarami. Przede wszystkim jednak stwarza możliwość uwarzenia większych warek piwa jeśli rynek będzie je szybko chłonął. Minimalne wybicie to 100 hektolitrów, maksymalne – ok 140, a na etapie fermentacji można przejść nawet do tankofermentora o pojemności ponad 75 tysięcy litrów. Browar ma więc  spore rezerwy wydajności, które możemy wykorzystać”.

Nazwa browaru została wymyślona przez Michała i ma na celu ujednolicić wizerunek kolejnych piw, które będą nawiązywały do mitologii greckiej. To bardzo ciekawy i nietypowy pomysł, bo dzięki temu nie dość, że piwa będą się wyróżniały nazwą, to będą też spójne pod względem szaty graficznej. Poza tym, jak zdradza Marcin, „dzięki jasnym dla większości skojarzeniom piwa z Olimpu wzbudzają dyskusję na temat nazwy dla piwa w określonym stylu lub przypuszczalnego stylu piwa o znanej nazwie. Każdy może zgadywać czym będzie się charakteryzował np. rażący piorunem Zeus„.

Już długo przed premierą pierwszego piwa Olimp wzbudził zaciekawienie informacją, że będzie rozlewał swoje piwa w klasyczne butelki typu Euro. Marcin tłumaczy, dlaczego: „z dwóch powodów: po pierwsze, z sentymentu do tego szkła, kiedyś stanowiącego spory kawałek rynku butelek w Polsce. Po drugie – z przyczyn ekologicznych woleliśmy wybrać butelki zwrotne, najlepiej o dużej wytrzymałości. Wybór musiał paść na solidne Euro – na niektórych widać nawet pierścienie świadczące o wielokrotnym wykorzystaniu (co tylko potwierdza ich trwałość)„.

Prometeusz (źródło: Browar Olimp)

Pierwszym uwarzonym piwem był Prometeusz, czyli Polish India pale ale, inne jednak niż opisywany niedawno przeze mnie Miś z widawskiej kooperatywy Kopyra/Frączyk. Najpierw powstało kilka małych warek próbnych. Dwie najlepsze z nich zostały zaprezentowane zaprzyjaźnionym piwoszom i gościom Krajiny Piva, którzy wybrali jeden z wariantów. Po delikatnej modyfikacji przepisu stworzono coś na kształt hybrydy tych dwóch receptur z ukłonem w stronę zwycięzcy (nie była to bowiem miażdżąca przewaga a każdy z wariantów miała w sobie coś wartego powtórzenia). A dlaczego właśnie Polish IPA? Marcin tłumaczy, że to dlatego, iż „to styl właściwie nieistniejący. Niewielka skala warki Misia z Browaru Widawa nie pozwoliła wielu na docenienie wartości polskich chmieli – a te naprawdę warte są poznania i mogą śmiało konkurować z chmielami zza wielkiej wody„. Miś z założenia chmielony był wyłącznie polską odmianą Sybilla, natomiast w Prometeuszu do kotła i tanku leżakowego trafiły Sybilla, Marynka, Lubelski i Iunga, czyli wszystko, co panom z Olimpu udało się zdobyć. Marcin zdradza, że „za goryczkę odpowiada głównie Marynka, reszta (z naciskiem na Sybillę) tworzy aromat. Nie chcieliśmy skupiać się na samej Sybilli, dlatego zdecydowaliśmy się na złamanie jej między innymi Iungą, która w niewielkich ilościach dodaje piwu nut cytrusowych„.

Pomysł na piwo okazał się bardzo ciekawy, nie obeszło się jednak bez problemów. Nie dziwi fakt, że twórcy zdecydowali się na pasteryzację Prometeusza, ponieważ zależało im na trwałości, postanowili jednak piwo przefiltrować. W wyniku tej decyzji zniknęła zdecydowana większość bogatego aromatu chmielowego, a na pierwszy plan wysunęły się nuty słodowe i, niestety, lekki diacetyl, czyli wada kojarząca się nutami maślanymi, a spotykana najczęściej w czeskich piwach jasnych. Choć gotowe piwo jest podobno smaczne, a diacetyl ledwo wyczuwalny, to nie okazało się w pełni zgodne z oczekiwaniami twórców i zdecydowali się oni wystosować na stronie browaru oświadczenie, w którym szczerze wyjaśniają sytuację. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ inni producenci mogliby wcale nie przyznać się do błędu. Marcin tak wyjaśnia stojące za oświadczeniem pobudki: „Wiedzieliśmy, że niektórzy mogą źle zareagować na piwo, zanim jeszcze go spróbują (i wyczuwać diacetyl głównie za sprawą tego wpisu), ale wolimy szczerze powiedzieć, co poszło nie do końca po naszej myśli, niż pisać post factum. Przyznanie się do niedoskonałości po opiniach innych byłoby mniej wiarygodne, ktoś mógłby pomyśleć, że tej wady nie wyłapaliśmy. Zresztą rozlanie przeszło dwóch beczek Prometeusza w czasie prapremiery w gdańskiej Degustatorni świadczy że nie jest to wada dyskwalifikująca„. Druga warka, która pojawi się na rynku już we wrześniu, nie będzie już filtrowana i ma mieć znacznie silniejsze nuty chmielowe.

Premiera pierwszej odbędzie się natomiast już jutro, w sobotę 10 sierpnia, w wersji beczkowej oraz butelkowej w dobrych lokalach i sklepach na terenie całej Polski.

Na Prometeuszu nie koniec. Po śmiałku, który rzucił bogom wyzwanie i dał ludziom ogień, na scenę wkroczy małżonka Zeusa, Hera. Będzie to coffee milk stout, piwo sesyjne o ekstrakcie 12° Blg, posiadające wyraźne nuty kawowe (oprócz słodów palonych i czekoladowych słodów do kotła trafi również około 80 kg pokruszonych ziaren kawy). Premiera jeszcze we wrześniu.

Trzecim piwem będzie wreszcie sam Gromowładny, czyli Zeus, najważniejsza postać greckiego panteonu. Jak na władcę bogów przystało, nazwane jego imieniem piwo będzie mocne zarówno pod względem ekstraktu, jak i nachmielenia.

Jak Marcin podsumowuje przedpremierowy okres działalności Olimpu? „Póki co, prócz małego potknięcia o filtrację, wszystko idzie w miarę dobrze. Na pewno cieszy nas szeroka siatka dystrybucji, która cały czas powiększa się o nowe lokale i sklepy (a mapa na stronie powoli zdąża do zapełnienia wszystkich regionów Polski). Gorzej jest tylko z czasem – ogarnięcie zamówień, warek testowych, zamówień surowców, relacji z klientami oraz kolekcjonerami zaczyna powoli redukować nam ilość wolnego czasu do zera. A spodziewamy się dalszego wzrostu naszego zaangażowania w projekt (i tego, że klienci będą zadowoleni z efektów)„.

W sieci pojawiło się już sporo opinii osób głoszących, że piwa z wadą na pewno nie kupią. A ja kupię i z chęcią przetestuję, a następnie porównam z Prometeuszem z drugiej warki. I co z tego, że z lekką wadą, jeśli może być bardzo smaczne? Pozbawione wad są nijakie produkty piwopodobne z koncernów piwowarskich, a czy to od razu świadczy, że są dobre?

 

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

2 thoughts on “Browar kontraktowy Olimp, czyli Toruń piwowarstwem stoi

  1. Pilem wczoraj i mimo przeziębienia diacetyl wyczułem, ale zupełnie mi nie przeszkadzał. W smaku piwo jest bardzo dobre, bardzo mocno goryczkowe, wizualnie też prezentuje się pięknie. Trochę przypomina stary Atak Chmielu. Jeśli druga warka będzie taka sama z poprawionym aromatem, to będzie hit!

    BTW Prometeusz był chyba tytanem, nie herosem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *