Miedziana Dziewica, czyli jaki kolor ma miedź

SONY DSCSkłamałbym, gdybym mówił, że nie oczekiwałem po Piwotece Narodowej rozpoczęcia działalności kontraktowej, bo Marek Puta chętnie wchodzi w nowe sfery działalności. Nie zdziwił mnie też Marcin Chmielarz z blogu Portery.pl jako piwowar, bo nie dość, że ma ciekawe doświadczenie, to jeszcze jest zaprzyjaźniony z Piwoteką. Trochę zdziwił mnie natomiast pierwszy uwarzony styl, bo nie spodziewałem się ESB. Zobaczmy zatem, jak prezentuje się pierwsze dziecko Browaru Piwoteka, czyli extra special bitter Miedziana Dziewica.

O  samych dżentelmenach tworzących nową kontraktową inicjatywę nie będę się jakoś szczególnie rozpisywał, bo wspominałem już wielokrotnie i o Marku, i o Marcinie. W telegraficznym skrócie napomknę tylko, że Marek jest jednym z właścicieli sklepu Piwoteka oraz lokalu Piwoteka Narodowa, z jego inicjatywy powstawały piwa robione przez Pintę, AleBrowar i browar Artezan. Marcin natomiast jest doświadczonym piwowarem domowym i blogerem piwnym, stworzył kilka piw dla Manufaktury Piwnej browaru Jabłonowo (choć szefostwu browaru zabrakło chęci, odwagi i rozsądku, aby porządnie wykorzystać tę współpracę), a od niedawna współtworzy warszawski multitap Chmielarnia.

Jako miejsce warzenia Browar Piwoteka wybrał radomski browar restauracyjny Pivovaria. Restauracyjny, a więc o stosunkowo niewielkiej warzelni, czyli nie można się spodziewać takiej dostępności piwa, jak w przypadku AleBrowaru czy Pinty. Pierwszym uwarzonym piwem okazał się extra special bitter, czyli najmocniejsza odmiana brytyjskiego bittera. Takie piwo powinno by solidnie chmielone, ale goryczka nie powinna przysłaniać sporej słodowości, a także nut biszkoptowych i karmelowych. Najbardziej znany w Polsce ESB to Angielskie Śniadanie z Pinty.

Do kotła trafiły słody: pale ale, biscuit, crystal 150, chocolate 900. Miedzianą Dziewicę chmielono odmianami brytyjskimi: Target, Fuggles, Challenger, East Kent Goldings, fermentowano zaś drożdżami MauriBrew Ale. Z  brzeczki o ekstrakcie 13° powstało piwo mające 5,2% alkoholu.

Skąd wzięła się specyficzna nazwa? Jak tłumaczą sami twórcy, z kilku powodów. Przede wszystkim to ich pierwsze wspólne piwo, a więc, jakby nie patrzeć, dziewicze. Po drugie, kolor ESB powinien być zbliżony do miedzianego. Po trzecie wreszcie, obydwaj panowie są fanami zespołu Iron Maiden, czyli Żelaznej Dziewicy, Miedziana jest więc dla niego swoistym hołdem.

Co chyba oczywiste, bardzo chciałem spróbować Miedzianej Dziewicy. Udało mi się to w wersji beczkowej podczas łódzkiej premiery 14 czerwca oraz w butelkowej kilka dni później.

Miedziana Dziewica – wersja beczkowa

wersja beczkowa

Kolor: Miedziana koncepcja średnio się tu sprawdziła. Jeśli to miedź, to raczej ze sporą domieszką ciemniejszych metali, bo piwo miało barwę mocnej herbaty, na dodatek solidnie mętnej (choć to akurat nie błąd). Na zdjęciu jest miedziane tylko dlatego, że zostało od tyłu podświetlone diodą. 🙂

Piana: Średnio wysoka, szybko opada do dziurawej warstwy, sporo osadza się na ściankach.

Zapach: Czuć głównie estry owocowe, co mnie mocno rozczarowało, bo spodziewałem się nut brytyjskiego chmielu. Poza tym całość za słaba.

Smak: Piwo dość treściwe, gęste. Goryczka ziemista, wzbogacona nutami ziemistymi charakterystycznymi dla niektórych brytyjskich odmian chmielu. Po chwili wchodzi solidna, smaczna chlebowość, czuć też lekkie nuty ściągające. Nagazowanie niskie, rzecz jasna.

Uwagi: Piwo smaczne, solidne, pomimo ekstraktu dość sesyjne.

Miedziana Dziewica – wersja butelkowa

Opakowanie: Butelkę ozdabia wyłącznie przednia etykieta. Choć nie przepadam za „szczuciem cycem”, to tutaj półnaga dziewoja jest jak najbardziej na rzeczy, nawet jeśli wygląda nader kusząco jak na dziewicę. 🙂 Ma obowiązkowy atrybut w postaci pasa cnoty, ale jednak nie jest zbyt łagodna – na łańcuchu trzyma rękę jakiegoś nieszczęśnika, który chyba chciał się dobrać do jej… ekhem… kłódeczek. 🙂 Jest oczywiście ruda, a więc miedziana.

Trochę gorzej wypadła nazwa, którą złożono fontem w założeniu klimatycznym, ale jednak trochę tandetnym (niemniej pasującym do stylistyki metalowej).

Najgorzej jest natomiast z informacjami zamieszczonymi u dołu i po bokach. Wydrukowano je tak maciupcimi literkami, że przy kiepskim jakościowo wydruku po prostu się rozmywają. Radzę następnym razem zastosować kontretykiety, choć zdaję sobie sprawę, że będzie więcej roboty przy naklejaniu. Dobrze byłoby też poprawić jakość datownika, bo data przydatności do spożycia była ledwo widoczna.

Autorem etykiety jest grafik Jarosław Puta, brat Marka, autor etykiet do Dziadka Mroza i Czerwonego Kapturka.

Kolor: Tu również nie był miedziany – w szklance zagościł solidny ciemny brąz, mętny, pod silne światło z czerwonymi przebłyskami.

Piana: Nie chciała się tworzyć, musiałem więc nalewać agresywnie. Powstała wtedy średnio wysoka, beżowawa warstwa, która szybko zrobiła się dziurawa. Niewielkie ilości osadziły się na ściankach.

Zapach: W odróżnieniu od wersji beczkowej był silny i piękny. Wyczułem dużo estrów owocowych, trochę karmelu i nut rodzynkowych, biszkopty i tak tu pożądane ziemiste nuty chmielowe (choć chmielu mogło być więcej)

Smak: Od początku czuć niezłą, ziemistą goryczkę, która przeplata się z wytrawnym tłem, lekką palonością i lekkimi nutami ściągającymi. W tej wersji Dziewica wydawała się wytrawniejsza, mniej treściwa, mniej chlebowa. Nagazowanie niziutkie, według mnie za niskie nawet jak na ten styl.

Uwagi: Brakowało mi trochę treściwości we wrażeniach smakowych i chmielu w zapachu.

Podsumowanie

Na swój debiut Browar Piwoteka wybrał styl, który nie jest zbyt spektakularny. ESB to piwo solidne, pomimo stosunkowo wysokiego ekstraktu całkiem sesyjne. Jest nieźle chmielone, ale chmiel nie dominuje tak, jak w stylach amerykańskich, tutaj powinien raczej stanowić dopełnienie wyczuwalnej słodowości oraz nut karmelowych, biszkoptowych i owocowych.

Jak wyszło? Zaskakująco różnie w wersji beczkowej i butelkowej. Beczkowa bardziej mi zasmakowała, była znacznie lepiej zbalansowana, natomiast brakowało jej zapachu. Butelkowa pachniała niemal idealnie, ale gorzej było ze smakiem. Piwo wciąż było smaczne, ale wytrawniejsze i mniej zrównoważone. Gdybym mógł połączyć smak z beczki i zapach z butelki, byłoby idealnie.

Idealna nie była natomiast barwa. Na pewno nie była to miedź i w związku z tym cała koncepcja trochę siadła. Tak to jest, gdy kolor wychodzi inny niż zaplanowany…

Ostatnią kwestią do poruszenia jest cena. Browar Piwoteka ze względu na mniejszą produkcję pozycjonuje się cenowo wyżej niż Pinta i AleBrowar. Wersja beczkowa w Piwotece Narodowej kosztowała mnie 9 zł za 0,5 l, bo trafiłem jeszcze na piątkowe happy hours – później kosztowałaby 11 zł. To jeszcze do przeskoczenia w przypadku polskiej produkcji kontraktowej. Za butelkę w sklepie Piwoteka zapłaciłem natomiast 10 zł, a więc już zdecydowanie więcej niż za Pintę czy AleBrowar, choć mniej niż za kopyrowidawę (jeśli porównywać objętość). Ja tę cenę rozumiem, ale może jej nie zrozumieć przeciętny wielbiciel lepszych piw, który dostaje piwo smaczne choć nie idealne, a musi zapłacić więcej niż za inne produkty z browarów kontraktowych.

Początek nie był może idealny, ale jest dobrze i cieszę się, ze Marcin nie rezygnuje ze swej ideologii piwnej ewolucji (w przeciwieństwie do rewolucji), stworzył bowiem piwo smaczne, solidne i sesyjne. Życzę Browarowi Piwoteka coraz lepszych warek i ciekawych pomysłów.  Mam też nadzieję, że Marcin wreszcie zrobi jakiś porter (miodowego z BrowArmii nie liczę, bo nie dość, że miodowy, to jeszcze w mocno ograniczonej dystrybucji). Powodzenia!

Nazwa: Miedziana Dziewica
Producent: Browar Piwoteka (Pivovaria)
Styl: extra special bitter
Ekstrakt: 13°
Alkohol: 5,2%
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *