Grimbergen w Polsce, czyli piwo klasztorne według koncernu

Grimbergen (źródło: Carlsberg Polska)

Niedawno Carlsberg Polska dumnie ogłosił, że wprowadza do Polski trzy odmiany piw klasztornych Grimbergen. Dowiedziałem się trochę więcej na ten temat, udało mi się też przeprowadzić degustację. Czy koncern miał dobry pomysł?

Na początku maja pojawiła się informacja, że grupa Carlsberg Polska zamierza wprowadzić do dystrybucji belgijskie piwa klasztorne Grimbergen. Zaciekawiło mnie to, bo choć rzadko mam okazję chwalić koncerny piwowarskie, ten krok uważam za dobry. Owszem, nie są to piwa rzemieślnicze z małych belgijskich browarów. Mało tego, tak naprawdę nie są one nawet produkowane w Belgii. Jak na produkty koncernowe są jednak całkiem udane i można dzięki nim pokazać polskim konsumentom trochę inne oblicze piwowarstwa niż tylko wszechobecne jasne lagery.

Postanowiłem zdobyć więcej informacji i wkrótce otrzymałem obszerne odpowiedzi bezpośrednio z grupy Carlsberg Polska oraz z agencji reklamowej Walk, która prowadzi kampanię marki. Jest to rzecz, za którą należy pochwalić koncerny piwowarskie – chętnie odpowiadają na pytania, nie zachowują oczywistych szczegółów w nonsensownej tajemnicy, jak niektóre mniejsze browary

Czego zatem się dowiedziałem?

Dlaczego CP zdecydował się wprowadzić do oferty w Polsce akurat belgijskie piwa klasztorne?

Koncern oparł się na badaniach i spostrzeżeniach, że coraz więcej Polaków zaczyna szukać piw innych niż dominujące na rynku jasne pełne lagery, mających inny smak, oryginalnych. Zdecydowano się wprowadzić takie piwa, sięgając do bogatej belgijskiej tradycji browarniczej. Samo opactwo Grimbergen trzykrotnie się odradzało po pożarze, co pasuje do strategii reklamowej mówiącej o Bractwie Feniksa (opiera się na niej strona promocyjna).

Dlaczego zdecydowano się akurat na warianty blonde, double i blanche (w Belgii jest ich więcej)?

Każdy z nich jest inny.

Blonde jest piwem o najstarszej recepturze, delikatnym, ale bardzo aromatycznym i dość treściwym. W smaku wyczuwalna jest lukrecja, miód i orientalne przyprawy. Jest to bardzo aromatyczne piwo o owocowej naturze i intensywnym smaku.

Blanche to piwo pszeniczne, orzeźwiające, o pięknym jasnosłomkowym kolorze. W jego smaku łączą się nuty kolendry i cytrusów. W smaku wyczuwalne są aromaty wanilii, karmelu, bergamotki, a także gorzkiej pomarańczy i świeżej skórki cytryny. Aromaty cytrusów są zdecydowane, ale mimo to zachowują subtelny charakter

Double natomiast jest piwem podwójnej fermentacji, delikatnie słodkim, o ciemnej, mahoniowej barwie. Smak tego piwa jest lekko słodkawy, z wyczuwalnymi aromatami owocowymi i korzennymi, a piana jest gęsta i kremowa. Jest to bardzo dobrze zbilansowane i bogate w smaku piwo.

Do jakiego konsumenta kierowany będzie Grimbergen?

Głównie mówimy o konsumentach marek superpremium, koneserach, szukających oryginalnych smaków i marek, które niosą ze sobą historię, ale są też nowoczesne. Kupują na co dzień produkty najwyżej jakości, szukają piwa, które sprosta ich wymaganiom.

 Jak będą wyglądały działania promocyjne?

Planujemy między innymi promocję w restauracjach poprzez unikalny sposób podania piwa (kielichy 0,33 l oraz tacka degustacyjna z trzema wariantami, w kielichach 0,15 l oraz łączenie piwa z jedzeniem z menu).

Obecni jesteśmy również w internecie na stronie Bractwo Feniksa, na Facebooku, a także na grupie dyskusyjnej na linkedin.

Jak będzie wyglądała dystrybucja?

Piwa nie planujemy w tym roku kierować do sklepów detalicznych. Sprzedajemy je tylko do klientów gastronomicznych. Grimbergen ma być pozycjonowany w menu jako najdroższe z piw grupy CP.

 

Odpowiedzi należy przepuścić oczywiście przez pewien filtr antymarketingowy. Cieszy, że koncern dostrzega wzrost zainteresowania innymi piwami. Cieszy też, że chce promować u nas style belgijskie (choć akurat Grimbergeny produkowane są we Francji, w strasburskim browarze Kronenbourg). Opisy poszczególnych wariantów są trochę poetyckie, ale raczej odpowiadają rzeczywistości. Fragment o klientach superpremiumowych mnie rozśmieszył, bo to poważny przypadek korpobełkotu, a na dodatek wzbudzają we mnie śmiech bogaci biznesmeni, którzy szukają niezwykłych nowych wrażeń w Grolschu czy Peroni. W przypadku Grimbergenów dostaną jednak na szczęście niezłe piwo.

W dystrybuowanych materiałach promocyjnych, dostępnych też na wspomnianej wyżej stronie, jest sporo „ciekawostek”, które raczej należy włożyć między bajki. Nie dam bowiem wiary słowom, że receptura na blonde istnieje w niezmienionej formie od 900 lat. Nie uwierzę też w wypowiedź przypisywaną Erikowi de Sutter, opatowi z klasztoru Grimbergen, że „w tamtym czasie ludzie zwykli mawiać, że piwa klasztorne są „dwa razy lepsze” od pozostałych piw – stąd właśnie pochodzi nazwa double”, bo zupełnie nie o to chodzi w tej nazwie. Ponadto wzrusza mnie powtarzana w informacjach o double informacja o „podwójnej fermentacji”. Nie wiem, co to ma oznaczać dla przeciętnego klienta, pewnie ma się kojarzyć z tym, że jeśli podwójne, to lepsze – na zasadzie znanych wcześniej haseł „podwójnie chmielone”, „potrójnie filtrowane”, „długo warzone”. Problem w tym, że komuś choć trochę obeznanemu w procesach piwowarskich slogan ten wyda się po prostu pusty – zdecydowana część piw jest podwójnie fermentowana – raz  podczas fermentacji burzliwej, drugi zaś – cichej. Niektóre piwa, w tym spora część belgijskich, podlega też trzeciej fermentacji – wtórnej refermentacji w butelkach i beczkach, w których wciąż działają drożdże i wpływają na smak piwa.

Szkoda, że w żadnym z mediów promocyjnych nie zająknięto się nawet na temat prawidłowej wymowy nazwy Grimbergen. Miasteczko, pod którym leży klasztor, znajduje się we Flandrii, czyli w niderlandzkojęzycznej części Belgii. Z tego powodu nie czytamy nazwy tak, jak jest zapisywana, poprawna jest bowiem wymowa [hrimberjen]. To jednak nie pierwszy taki przypadek braku edukacji klientów – Grolsch powinien być czytany [hrolsz], a słynny Pilsner Urquell wcale nie powinien być wymawiany z angielska – [urkłel], a z niemiecka – [urkwel], nazwa znaczy bowiem po niemiecku „praźródło”, czyli dokładnie to samo, co czeski „prazdroj”.

Oprócz wymienionych wyżej informacji marketingowych, miałem też własne wspomnienia dotyczące grimbergenów. Blonde zapamiętałem jako piwo gęste, treściwe, ze sporą dozą nut owocowych, smaczne jak na koncern. Double był sympatycznie owocowy i choć trochę za mało wyrazisty, to też niezły. Blanche nie miałem wcześniej okazji kosztować. Trafiłem za to na Goud, który był bardzo treściwy, dość alkoholowy i bogaty w nuty owocowe, smakował w zasadzie jak tripel. Odmiana Optimo Bruno to taki solidniejszy, bardziej alkoholowy i bogatszy w nuty owocowe dubbel. Uzbrojony w całą ta wiedzę mogłem udać się na degustację, na którą zaprosiła mnie przedstawicielka agencji reklamowej Walk.

Piwo jest obecnie dostępne w pięciu lokalach trójmiejskich, jednym toruńskim, pięciu wrocławskich, pięciu z konurbacji górnośląskiej, pięciu krakowskich i pięciu warszawskich (mapa na stronie Bractwa Feniksa). Trochę dziwi mnie brak na tej liście lokali z Poznania i mojej ojczystej Łodzi, ale cóż, tak postanowił dystrybutor.

Według jakich kryteriów wybierano lokale? Szukano miejsc eleganckich, raczej drogich, z piwną ofertą już wykraczającą przynajmniej trochę poza jasnolagerowy standard, których klientami są dojrzali mężczyźni, szukający czegoś nowego oraz wyjątkowego – taki profil klienta pasuje do wyszczególnienia zamieszczonego wcześniej.

W moim przypadku był to brytyjski Bulldog Pub, mieszczący się w Warszawie na Alejach Jerozolimskich 42. Dziwić może trochę, że piwa teoretycznie belgijskie pojawiają się w lokalu brytyjskim, ale spełnia on zamieszczone powyżej kryteria. Oferuje między innymi gamę brytyjskich piw butelkowych p0 16 zł (nic specjalnego, oferta dostępna w przeciętnym hipermarkecie), z beczki ma zaś Westons Cider, Old Speckled Hen, Spitfire i Bishops Finger za 16 zł za 0,5 l oraz Guinnessa za 18 zł za 0,5 l (ceny wysokie, choć niestety typowe dla takich warszawskich pubów). Grimbergeny wyceniono tu na 14 zł za 0,33 l, czyli rzeczywiście jest to najdroższe beczkowe piwo w Bulldogu. Promocyjna tacka 3 x 0,15 l kosztuje również 14 zł, ale otrzymuje się w tej cenie 0,45 l piwa, co jest już opłacalniejsze.

Zasiadłem do degustacji w towarzystwie przedstawicielki agencji reklamowej, która zaskoczyła mnie swoją sporą wiedzą na temat piwa, i od razu zauważyłem coś, co mocno zdyskwalifikowało lokal w moich oczach. Otóż Bulldog Pub nie myje zbyt starannie naczyń! Nie nazwałbym pokali brudnymi ale na ich ściankach osadziło się sporo bąbelków, które świadczą o niezbyt dokładnym myciu. Widać to na zdjęciu przedstawiającym tackę degustacyjną:

Tacka degustacyjna Grimbergen – od lewej blonde, double i blanche

Sama tacka nie była zakurzona – po prostu kamieniopodobna okładzina tak wyszła na zdjęciu.

Grimbergen Blanche

Kolor: Jasnozłoty, mętny, jak najbardziej w normie.

Piana: Średnio wysoka, stosunkowo trwała.

Zapach: Bardzo orzeźwiający, z mocno dominującą kolendrą.

Smak: Piwo dość treściwe, lekko kwaskowate, z ciekawą leciutką pikantnością.

Grimbergen Blonde

Kolor: Złoty, zupełnie klarowny.

Piana: Średnio wysoka, ale to chyba kwestia nieumiejętnego nalania. Tworzy przepiękną koronkę brabancką na ściankach.

Zapach: Rozczarowująco słaby. Czuć odrobinę owoców, ale to niestety tyle.

Smak: Piwo gęste, treściwe, lekko cierpkie, lekko drożdżowe. Czuć sporo nut owocowych, za mało natomiast wybija się słodowość i nie czuć przypraw. Goryczka jest trochę za wysoka jak na styl.

Grimbergen Double

Kolor: W zasadzie bardzo ładny, o barwie mocnej herbaty, ale za jasny jak na styl.

Piana: Też niezbyt obfita, na ściankach osadza się słabiej niż przy blondzie.

Zapach: Trochę nut owocowych, karmelowych i orzechowych, ale to za mało.

Smak: Piwo treściwe, mocno owocowe, lekko cierpkie, ale kompletnie bez goryczki. Alkohol lekko wyczuwalny. Genialny jest posmak – kojarzy się z ciastem z owocami leśnymi.

Podsumowanie

Spodziewałem się, że choć degustowane piwa pochodzą z koncernu, poniżej pewnego poziomu nie zejdą. Nie pomyliłem się. Były smaczne, zgodne ze stylami (najmniej double, który był za jasny i za mało ekstraktywny). Owszem, nie były tak wyraziste jak belgijskie piwa z mniejszych browarów, jednak i tak mi smakowały i cieszę się, że są wprowadzane na polski rynek. Mam nadzieję, że CP pójdzie za ciosem i wypuści na rynek również butelki.

Jest bowiem do tego przygotowany. Owszem, do lokali Grimbergen trafił wyłącznie w formie beczkowej, ale dystrybutor przygotował też niewielką pulę zestawów promocyjnych. Nie wiem, jakie jest kryterium ich dystrybucji, ale jeden z nich trafił do mnie. W środku znalazłem wszystkie trzy piwa (Blanche, Blonde i Double) z kontretykietami po francusku, angielsku, włosku, fińsku oraz szwedzku, firmowy pokal, pendrive z materiałami promocyjnymi, arkusz z polskojęzycznymi opisami wszystkich trzech piw oraz „list”, w którym wspomniany Erik de Sutter, wyższy przełożony opactwa Grimbergen, wita mnie w Bractwie Feniksa.

Grimbergen – zestaw promocyjny

Nie ukrywam, że nie jestem miłośnikiem koncernów piwowarskich. Muszę jednak pochwalić Carlsberg Polska i docenić to, że w tym przypadku za dopracowaną otoczką marketingową (materiały promocyjne, strona, fanpage, zestawy prezentowe, ciekawy sposób prezentacji tacek degustacyjnych w lokalach) idzie całkiem niezłe piwo. Warto zadbać o jeszcze lepszą edukacji lokali i barmanów, a w przyszłości i o dostępność piwa w butelkach, ale i tak posunięcie uważam za udane.

Żółta kartka należy się natomiast Bulldog Pubowi. Z tego, co się dowiedziałem, barmani w wybranych lokalach byli szkoleni w temacie Grimbergenów oraz ich serwowania. Nie miałem okazji sprawdzić wiedzy teoretycznej bulldogowego barmana, jednak praktyczna pozostawia sporo do życzenia – piwa były nalane nieumiejętnie, co wpłynęło na kiepską pianę, a na dodatek nie zadbano o odpowiednią czystość naczyń.


Spodobał Ci się tekst? Polub profil na Facebooku albo Twitterze, żeby być na bieżąco!

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *