Oto Mata IPA, czyli kreatywne wykorzystanie ryżu

Oto Mata IPA (Browar Pinta)

Gdy Pinta ogłosiła, że kolejne jej piwo zostanie uwarzone z udziałem ryżu, trochę się przestraszyłem, bo niezbyt szanowałem go jako surowiec piwowarski. Czy Oto Mata IPA zmieniła to wrażenie? Oto wrażenie z degustacji wersji beczkowej i butelkowej, które trochę się różniły.

Dlaczego tak nie podobała mi się koncepcja wykorzystania ryżu w piwie? Kojarzyła mi się z amerykańskim Budweiserem (czy też raczej Budem), w którym ryżowe ziarenka w całości przetwarzają się na cukry fermentowalne, a więc dają alkohol, nie kalając przy tym tego jakże prześwietnego piwa zbędnymi nutami smakowymi, które by mogły zdziwić przeciętnego konsumenta zza oceanu. Nie uprzedzałem się jednak, wierzyłem bowiem w umiejętności i pomysłowość tercetu Fałat/Zwierzyna/Semla.

Przed premierą poznałem trochę więcej szczegółów i etykietę. Dzięki nim wiedziałem, że do kotła poszły słód pilzneński premium (najjaśniejszy możliwy słód jęczmienny) oraz, rzecz jasna, płatki ryżowe (znacznie łatwiejsze do użycia w piwowarstwie niż ryż w ziarnkach). Chmielono nowozelandzkim chmielem Pacifica, australijskim Galaxy oraz amerykańskimi Simcoe i Mosaic. Zawartość ekstraktu zaplanowano na 14°, drożdże Safale S-04 odfermentowały brzeczkę do 5,2% alkoholu.

Zastosowanie ryżu dało jednoznaczne skojarzenia z Japonią, nie dziwi więc  określenie „stylu” jako „Rice IPA” oraz ciekawa i pomysłowa nazwa „Oto Mata IPA”. Oczywiście nie znaczy nic po japońsku, ale po polsku brzmi zabawnie. Mocno japońska jest też etykieta – w miejscu kraju pochodzenia widnieje Nisshōki, „flaga słońca”, zaś z tyłu zamieszczono japońskie tłumaczenie krótkiego acz klimatycznego tekstu wyjaśniającego pochodzenie piwa.

Pintowcy powtórzyli też ciekawy pomysł promocyjny z czasów Końca Świata – wówczas zawieźli sahti do jego fińskiej ojczyzny, teraz zaś pojechali z Oto Mata IPA do Japonii, by zaprezentować podczas Grande Biere & Beer Night!

Oto Mata IPA – wersja beczkowa

wersja beczkowa (© Krzysztof Nowak // kaen.pl)

Pierwsze zetknięcie z nową Pintą zaliczyłem 20 kwietnia podczas premiery w łódzkiej Piwotece Narodowej.

Kolor: Blade złoto, ale zupełnie mnie to nie zdziwiło. W końcu piwo powstało z najjaśniejszego możliwego słodu jęczmiennego oraz z białych płatków ryżowych.

Piana: Średnio wysoka, dość szybko opadła do niepełnej warstwy, trochę osadziło się na ściankach.

Zapach: Mocno chmielowy, ale nietypowy, raczej ziołowy. Poza chmielowością nie czułem w zasadzie nic – nie było słodowości, nie było górnofermentacyjnych estrów owocowych.

Smak: Ogromne zaskoczenie. Spodziewałem się piwa płytkiego i wodnistego, dzięki czemu goryczka i chmielowość byłyby mocno podkreślone, a tymczasem poczułem naprawdę solidną treściwość i gęstość. Goryczka rzeczywiście była spora, taka ziołowo-grejpfrutowa, ale towarzyszyły jej lekka chlebowość i trochę estrów owocowych.

 

Oto Mata IPA – wersja butelkowa

Kilka dni później postanowiłem sprawdzić, jak nowa Pinta będzie smakowała w wersji butelkowej.

Opakowanie: Klasyczna pintowa cienkościenna butelka w typie NRW, etykieta z opisywanym już tekstem z tyłu, z przodu zaś nie tylko z miniaturką flagi, ale i z większym kojarzącym się z nią motywem graficznym. Kapsel firmowy.

Kolor: Jasnozłoty, rzecz oczywista. W standardowym jasnym lagerze taka barwa pojawiłaby się przy ekstrakcie 10°, ale tu jest inaczej z powodu zastosowanych składników.

Piana: Dość wysoka, gęsta. Opada do solidnej wysepki, a na ściankach osadzają się ładne krzaczki.

Zapach: Solidna ziołowo-cytrusowa chmielowość, słabiutka słodowość, minimalna chlebowość, estry owocowe niewyczuwalne.

Smak: Już na wstępie poczułem, że treściwość i gęstość ustępują wersji beczkowej. Czuć jednak było przyjemną lekką bazę słodowo-chlebową, stanowiącą fundament dla niezłej choć nieprzesadnej goryczki. Nuty chmielowe były głównie ziołowo-żywiczne z odrobiną cytrusowych.

Podsumowanie

Już wcześniej zdarzało mi się, że beczkowa i butelkowa wersja jakiejś Pinty trochę się od siebie różniły, nie zdziwiłem się więc, że tak też było z Oto Mata IPA. Obie były świetne, choć bardziej podeszła mi beczkowa, bo zaskakiwała treściwością, jakiej zupełnie nie spodziewałem się po piwie z udziałem ryżu. Butelkowa była natomiast bardziej zbalansowana.

Podobno piwo wciąż się zmienia, słyszałem bowiem, że niemal miesiąc po premierze wersje butelkowe były jeszcze mniej treściwe. Nie zmienia to jednak faktu, że pintowej ekipie znów udało się stworzyć coś niesztampowego, zaskakującego i łamiącego uprzedzenia. Brawo! Dziwi mnie tylko jedno: dlaczego zastosowano mieszankę chmieli amerykańskich, japońskich i nowozelandzkich, a nie pokuszono się o wykorzystanie japońskiej odmiany Sorachi Ace?

Z przyjemnością dodam też, że Oto Mata IPA sprawdza się nie tylko samodzielnie – świetnie smakuje także, gdy popija się nim domowe sushi!

SONY DSC

Nazwa: Oto Mata IPA
Producent: Browar Pinta (Browar na Jurze)
Styl: Rice IPA
Ekstrakt: 14°
Alkohol: 5,2%

 

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

4 thoughts on “Oto Mata IPA, czyli kreatywne wykorzystanie ryżu

  1. Ja byłem na premierze w Poznaniu i także jestem zdania, że różnice między beczką a butelką są. Ja je dostrzegłem nie tyle co w smaku (choć rzeczywiście butelka nieco płytsze odczucia) ale w zapachu. Z beczki zapach był powalający tak mocny, że spodziewałem się „słodkiego” lekkiego piwa a po pierwszym łyku…nic nie pasowało do mojej wizji! Tak jak napisałeś, zaskakujące piwo i zapach i kolor może nasuwać myśl o lekkim, zbalansowanym piwie a tu tak nie jest! Do tej pory nie piłem tak zaskakującego piwa, którego zapach kłóciłby się ze smakiem 😉 POLECAM!

  2. Do tej pory piłem tylko butelkową wersję i przed otwarciem próbowałem sobie smak wyobrazić i poniekąd trafiłem z czego się cieszę, bo piwo wyszło Pincie zacne – nie do wszystkiego się nadaje, ale na lato moim zdaniem dobry wybór – a i wielu kobietom chyba podejdzie ten smak – chyba przyjemne wprowadzenie kobiety do IPA jeśli wcześniej goryczka była za mocna…

  3. Gdzieś słyszałem/czytałem, że mata to po Japońsku jaja (cojones),a więc nazwa zupełnie przypadkiem wywoływała sporo śmiechu i zainteresowania wśród Japończyków 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *