Dziadek Mróz – car z Artezana

Dziadek Mróz (Artezan/Piwoteka)

8 grudnia 2012 r. odbyła się premiera pierwszego polskiego Russian Imperial Stout – Dziadka Mroza. Zleceniodawcą była łódzka Piwoteka Narodowa, a producentem browar Artezan.

RIS to wyjątkowy styl, powstały w XVIII-wiecznej Anglii. Mamy tu od razu wyjaśnienie nazwy – Russian, bo piwo teoretycznie szło na rynek rosyjski (w praktyce był to raczej zabieg marketingowy, za pomocą którego browary pokazywały, że dokąd to nie wysyłają swoich produktów), Imperial, bo w taki sposób nazywano najmocniejsze piwa produkowane przez browary (nie, wbrew panującym mitom nie chodzi tu o „imperialny”, carski dwór rosyjski, który rzekomo był głównym odbiorcą RISów), wreszcie Stout, bo to właśnie ciemne wyspiarskie piwo górnej fermentacji było punktem wyjścia. Po tym, jak w wyniku wojen napoleońskich wprowadzono blokadę ekonomiczną Anglii i strumyk tego piwa przestał płynąć do Europy Środkowo-Wschodniej oraz Wschodniej, na owych terenach powstała dolnofermentacyjna mutacja stylu, znana do dziś pod nazwą porteru bałtyckiego. Obydwa style mają ze sobą  sporo wspólnego: wysoką zawartość ekstraktu (18-27° w RIS, 18-22° w porterach bałtyckich), z czym wiąże się też wysoka zawartość alkoholu (8-12% w RIS, 8-10% w porterach bałtyckich), ciemną, niemal czarną barwę, obecność słodu lub ziarna palonego w zasypie, a także mnogość nut smakowych i zapachowych.

Choć w Polsce mamy sporo naprawdę wyśmienitych porterów bałtyckich, nikt dotąd nie odważył się stworzyć stoutu carskiego (stosuje się u nas określenie „stout cesarski”, ale Rosją rządzili carowie, a nie jacyś tam cesarze, wolę więc swoja wersję albo po prostu „stout imperialny”). Sytuację postanowił zmienić Marek Puta z Piwoteki Narodowej, który do swojej inicjatywy namówił mały podwarszawski browar Artezan. Dlaczego zdecydował się akurat na RIS? Bo go dotąd u nas nie było, bo sam jest miłośnikiem tego stylu i wreszcie, ponieważ przełom jesieni i zimy to świetny moment na tak ekstraktywne piwa. Dość oczywisty wydaje się tutaj wybór nazwy, ponieważ Dziadek Mróz kojarzy się z Rosją i zimą.

Ekipy Artezana nie trzeba było długo namawiać. Owszem, sami zapewne nie zdecydowaliby się na tak wymagający styl, jednak Piwoteka była gotowa zakontraktować całość produkcji, nie musieli więc martwić się o logistykę. Receptura powstała na podstawie RISa autorstwa jednego z Artezanów, Dariusza Doroszkiewicza, który w żywieckim konkursie zajął czwarte miejsce.

Co trafiło do kotła? Słody pale ale, wiedeński, karmelowy, czekoladowy, Special B i jęczmień palony oraz trochę cukru. Powstały zacier był tak gęsty, że filtracja brzeczki okazała się sporym wyzwaniem. Z powodu strat produkcyjnych z początkowych 1000 l zostało 850 l, które nachmielono odmianami Challenger i East Kent Goldings oraz  zadano drożdżami Wyeast London Ale. Namnożono ich sporo, dzięki czemu piwo, choć tak ekstraktywne, dobrze odfermentowało z początkowych 23° i ostatecznie osiągnęło 10% alk.

Większość produkcji trafiła do beczek, lecz napełniono również ok. 280 butelek. Przeważająca część produkcji została zaserwowana w Piwotece, lecz po jednej beczce otrzymały zaprzyjaźnione lokale Strefa Piwa Pub w Krakowie, Setka w Poznaniu oraz Zakład Usług Piwnych we Wrocławiu. Jeden karton butelek trafił do sklepu Skład Piwa w Częstochowie. Piwo wciąż jest dostępne w internetowym sklepie Piwoteki.

Nie mogłem uczestniczyć w łódzkiej premierze, pozostała mi więc wersja butelkowa, otrzymana dzięki uprzejmości Marka. Od razu zaciekawiła mnie etykieta zaprojektowana przez Jarosława Putę, brata Marka, a przedstawiająca dość mroczną wizję rosyjskiego dawcy prezentów. Za druk odpowiada firma Bottlabel.

Degustacja

Pierwszą butelkę Деда Мороза otworzyłem w przedświąteczny wieczór 23 grudnia i nie ukrywam, że miałem spore oczekiwania, zwłaszcza że był to mój pierwszy stout carski, więc mogłem porównywać go jedynie z porterami bałtyckimi.

Kolor: Właśnie czegoś takiego się spodziewałem. Kompletna smoła, nawet pod światło nic nie było widać. Jeśli kogoś dziwi kształt naczynia, już wyjaśniam – mam zwyczaj pijać portery bałtyckie w belgijskim „tulipanku” od Duvela, wziąłem go więc również do RISa.

Piana: Koloru kawy z mlekiem, początkowo gęsta, szybko opada do cienkiej warstwy, a potem niemal do zera. Nie osadza się na ściankach.

Zapach: Bardzo potężny. Piwo pachnie w zasadzie jak porter bałtycki: są owoce, orzechy, karmel, czekolada, sporo alkoholu, nuty kojarzące się z porto. Alkohol jest chyba jednak zbyt wyczuwalny i jego moc sugeruje, że piwu przydałoby się dłuższe leżakowanie. Jest też niestety lekka nuta rozpuszczalnikowa i obawiam się, że może ona z czasem nabierać mocy.

Smak: Dziadek jest przy pierwszym łyku tak gęsty i treściwy, że niemal można go kroić. Tu też można wyczuć całą gamę typową dla porterów bałtyckich, a którą wymieniłem już w zapachu. Niestety, łącznie ze zbyt wyczuwalnym alkoholem. Od porterów różni tego RISa trochę większa paloność, wyczuwalna najlepiej w finiszu, gdzie towarzyszy jej wrażenie lekkiej wędzoności. Nagazowanie jest niewysokie, a więc idealne.

Uwagi: Przepyszne piwo, choć spodziewałem się trochę większych różnic w stosunku do porterów bałtyckich. Szkoda, że Dziadek nie poleżakował trochę dłużej (ech, leżakowanie to motyw przewodni ostatnich dni), bo wtedy smaki jeszcze lepiej by się ułożyły, a alkohol nie byłby aż tak silny.

 

Bardzo jestem ciekaw, jak to piwo będzie się zmieniać w czasie. Mam na szczęście jeszcze materiał poglądowy, więc ponowną degustację przeprowadzę w listopadzie/grudniu tego roku. Teraz zaś chciałbym pogratulować Markowi i Artezanowi udanej współpracy oraz wyrazić pragnienie, by nie tylko im, ale i wszystkim twórcom ciekawych piw zbliżający się termin premiery nie wpływał na długość procesu leżakowania. Chciałbym też, aby Дед Мороз wrócił w tym roku, bogatszy o nowe doświadczenia.

 

2 lata później…

Wbrew powyższym zapowiedziom kolejną degustację przeprowadziłem dopiero ponad 2 lata po premierze. Spodziewałem się, że całość stanie się jeszcze bardziej aksamitna i treściwa. Nie wiedziałem, czy nuta rozpuszczalnikowa w zapachu schowa się, czy też jeszcze bardziej uwydatni.

A było tak:

Zapach: Wciąż dużo się dzieje, może nawet jeszcze więcej niż bliżej premiery. Czuć kawę zbożową, czekoladę, zaskakująco silny alkohol, wciąż obecną (ale nie silniejszą) nut rozpuszczalnikową, mnóstwo nut orzechowych, orzechy, nuty porto.

Smak: Tu ogromne zaskoczenie, bo piwo zrobiło się mocno wytrawne. Zniknęła potężna treściwość, za to na przód wyszły nuty kojarzące się z czerwonym wytrawnym winem i z porto. Czuć także leciutką kwaskowatość pochodzącą z ciemnych słodów. Alkohol wyczuwalny, nuta rozpuszczalnikowa też.

Uwagi: Dziadek Mróz poszedł w kierunku, którego się nie spodziewałem. Zdecydowanie preferuję treściwe, aż gęste portery bałtyckie i RISy, ale tak wytrawne piwa też są bardzo ciekawe. Następna degustacja najwcześniej za rok.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *