Subiektywne spojrzenie na 2012

Koniec jednego roku i początek następnego skłania do podsumowań. Wiem, że wiele ich pojawiło się już na innych piwnych blogach, ale specjalnie jeszcze się z nimi nie zapoznawałem, żeby się niepotrzebnie nie sugerować. Teraz, po publikacji mojego zestawienia, z chęcią do nich zajrzę, aby przekonać się, na ile moje wrażenia pokrywają się (lub rozmijają) z innymi blogerami.

Pisać będę oczywiście tylko o tym, czego sam doświadczyłem. Nie byłem w Żywcu, na FDP ani innych dużych piwnych imprezach, nie brałem udziału w zbyt wielu premierach, nie wypiłem wszystkich piw, które pojawiły się w 2012 r. (choć starałem się, jak mogłem :)). Zapraszam więc do lektury moich subiektywnych wrażeń.

 

Stare i nowe formy działalności

Przede wszystkim jest to kontynuacja ciekawego trendu rozwojowego. Niezwykle istotne są browary kontraktowe, pojawiają się też inne formy współpracy, a nawet zupełnie nowe browary nierestauracyjne.

Za ciosem wciąż idzie PINTA. Ponawia swoje najciekawsze propozycje, a także tworzy nowe. Pod względem innowacyjności przebojem był dla mnie Koniec Świata, który rzeczywiście mocno odbiegał od ogólnie przyjętych wyobrażeń o piwie. W kwestii „pijalności” doskonałe było z kolei Angielskie Śniadanie. Uwielbiam ESB, a pintowe podejście do tego stylu spokojnie może stać obok wyspiarskich odpowiedników.

Przyznam się, że z początku niezbyt wierzyłem w AleBrowar, miło jednak było przeżyć zaskoczenie. Zaczęli od skoku na głęboką wodę, który jak najbardziej się udał, ponieważ Rowing Jack jest świetnym przykładem AIPA, a Black Hope to bardzo innowacyjna propozycja i dla mnie jedno z najlepszych piw tego roku. Kolejne propozycje nie zachwyciły mnie równie mocno, co nie znaczy, że były złe. Po prostu tamte dwa bardzo wysoko ustawiły poprzeczkę.

2012 r. to również początek nowej u nas formy działalności, jaką jest współpraca browaru z piwowarem domowym. Owszem, wiem, że np. Andrzej Sadownik tworzył przed laty receptury dla GABa czy Konstancina, ale dopiero teraz trend ten osiągnął satysfakcjonującą mnie postać. Zaczęło się od kooperacji Browaru Jabłonowo (oraz Browaru Tarczyn) z Marcinem Chmielarzem „Masonem”, której owocem są Altbier, brown ale Bury Kocur, Pils Manufakturowy oraz Jeden Chmiel, wypuszczone pod szyldem Manufaktura Piwna. Są to bardzo ciekawe propozycje, zgodnie z filozofią Marcina odbiegające od ekstremów, świetnie sprawdzające się jako piwa sesyjne.

Podobną formę, choć inną skalę i charakter, ma współpraca, jaką  Tomek Kopyra „Kopyr” nawiązał z browarem restauracyjnym Browar Widawa z Chrząstawy Małej. Ich piwa z założenia są mniej typowe, czy to pod względem chmielenia, czy użytych składników. Dzięki współdziałaniu Kopyra z chrząstawskim piwowarem Wojciechem Frączykiem (jestem jedną z tych osób, które nie przepadają za preferowanym przez nich terminem „kolaboracja”) otrzymaliśmy następujące ciekawostki: Kruk (american dry stout – single hop Simcoe), Shark (ekstremalnie chmielone american pale ale), Borsuk (wędzony porter angielski), Kangaroo (australian amber ale chmielone australijską odmianą Galaxy), Kawka (coffee stout), Renifer (christmas ale) i Sęp (AIPA, ponoć jeszcze bardziej chmielona niż Shark).

Mamy też nowy, całkowicie rzemieślniczy browar Artezan, założony pod Warszawą przez trzech zapaleńców i wbrew piętrzącym się biurokratycznym przeszkodom warzący dobre piwa. Do tej pory mają na koncie IPA, klasztornego dubbla, witbiera oraz pierwszy polski Russian Imperial Stout, Dziadek Mróz, stworzony na zamówienie Marka Puty z łódzkiej Piwoteki Narodowej. Jest to trudny styl, rzeczywiście „cesarski”, jednak Artezan wyszedł z zadania obronną ręką. Piwo bardzo mi smakowało, nawet jeśli zbytnio było podobne do porteru bałtyckiego, ale o tym więcej w nadchodzącej recenzji.

Trendy

2012 stał w sporym stopniu pod znakiem amerykańskiego chmielu. Używały go PINTA, AleBrowar oraz duet Kopyra-Frączyk, ale też np. Michał Saks z gdańskiej Brovarnii, który stworzył Single Hop AIPA (Simcoe).

Z końcem roku obrodziło w piwa zimowe/świąteczne. Zrobiły je PINTA, AleBrowar, Kopyra-Frączyk, do tej kategorii zalicza się też wspomniany Dziadek Mróz. Tylnymi drzwiami próbowała się też tutaj wedrzeć Kompania Piwowarska, która wreszcie dostrzegła, że na rynku piw niszowych nastąpiły ogromne zmiany, i przygotowała ofensywę nowych smaków pod marką Książęce: Ciemne Łagodne, Złote Pszeniczne, Czerwony Lager i pod koniec roku Korzenne Aromatyczne, nawiązujące do „stylu” świątecznego. Jak można było spodziewać się po KP, otrzymaliśmy piwa raczej nijakie i nieciekawe, najlepsze z nich było dla mnie pierwsze ze wspomnianych.

Nie kończy się zalew produktów aromatyzowanych, na dodatek w najprzedziwniejszych smakach. Wypuszczają je zarówno koncerny, jak i mniejsze browary, lecz rzadko osiągają jakieś sensowne efekty smakowe.

Ludzie

W minionym roku najważniejsze były dla mnie dwie osoby.

Po pierwsze, Marcin Chmielarz, który nie tylko przekonał kierownictwo Jabłonowa do uwarzenia ciekawych piw według autorskich receptur i rozlania ich do beczek, lecz również był animatorem polskiej odsłony International Stout Day – w wielu lokalach odbyły się imprezy związane z tym ciekawym i szerokim stylem, często przy okazji odbyły się też premiery piwne.

Po drugie, Marek Puta. Piwoteka Narodowa już wcześniej gościła premiery ciekawych piw, ale w minionym roku nastąpił ich prawdziwy wysyp. Kto chce się liczyć w niszowym piwowarstwie, nie ma wyjścia, musi przyjeżdżać do Piwoteki. 🙂 Poza tym z inspiracji Marka powstały świetne piwa – Black Hope z AleBrowaru i Dziadek Mróz z Artezana.

Ci dwaj panowie zrobili na mnie największe wrażenie w minionym roku, ale bardzo chciałbym też pochwalić inne osoby: Marusię, ekipę Pinty, ekipę AleBrowaru, ekipę Artezana oraz duet z Chrząstawy.

Strzały w stopę

Były ich sporo, zarówno ze strony koncernów, jak i mniejszych browarów, ale dwa wydarzenia z ostatnich dni przebiły moim zdaniem całą resztę.

Po pierwsze, ciekawe podejście do marketingu ze strony „browaru kontraktowego” Łebski Browar. Szczyci się on medalem „Teraz Piwo, który nadał sobie… samodzielnie.

Po drugie, dziwaczna akcja browaru Amber przeciwko Tomkowi Kopyrze, straszonego absurdalnym pozwem. Jest to dowód pewnego oderwania się Ambera od rzeczywistości oraz kpina ze środowiska blogerskiego, co żadnemu rozsądnemu browarowi nie powinno przyjść do głowy. Mam nadzieję, że Amber pójdzie po rozum do głowy, a jeśli nie, to że sprawa zostanie oddalona przez sąd we wczesnym toku postępowania.

Honorowa wzmianka dla browaru kontraktowego Antidotum, który ruszył z całkiem sensowną kampanią (jak na niszę), przygotował świetną otoczkę i szatę graficzną piw, po czym wypuścił produkty o jakości, delikatnie mówiąc, przeciętnej.

 

Na 2013 r. życzę czytelnikom i sobie wielu kolejnych ciekawych piw, odważnie eksplorujących znane i nieznane style, a także zapuszczających się na pola styli hybrydowych. Życzę też więcej rozsądku, a mniej napinania się i pozerstwa.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *